Wybrane wiersze Marty Jednorałek

Plan na podróż

Do plecaka już spakowałam;
Błękit czystego nieba;
I biel anielskich skrzydeł;
W butach słyszałam szelest;
Zieleni soczystych traw;
Bo chciałam mieć pamiątkę z obu światów.
Na szlaku życia znalazłam;
Czerwień niewinnej krwi;
I fiolet pokuty mordercy.
Abym miała naukę na całe życie.
Po kieszeniach upychałam;
Czerń głębokiej nocy;
I promienie gorącego słońca;
A także blask kłamliwego księżyca;
Bo czasem warto sięgnąć po coś, co wydaje się niemożliwe.
Pod czapkę włożyłam;
Mądrość dalekich gwiazd;
A tuż pod serce- chandrę odrzuconej dziewicy;
I upór silnego chłopca;
Mogłabym to, co od nich usłyszałam, spisać w tysiącu ksiąg.
Zawsze przy uchu nosiłam;
Płacz nowo narodzonego dziecka,
Śmiech szczęśliwej matki
I dumę wspaniałego ojca.
Chciałam mieć jakąś pamiątkę po rodzinie.
Szłam tylko tam,
Gdzie był śpiew porannych ptaków;
A także świst północnego wiatru.
Z ręki nie wypuszczałam nadziei nowego dnia.
A wszystko to zastępowało mi mapę.
I wiesz, co Ci powiem?
Choć wszystkie te rzeczy tak piękne, tak ważne;
Nie mogły zastąpić mi duszy.

Co straciłam

Straciłam łzy;
Bo morze zapragnęło wody, by móc płynąć;
Straciłam skrzydła;
Bo ptaki zapragnęły latać, by móc wzbić się w przestworza;
Straciłam oddech;
Bo wiatr zapragnął powietrza, by móc przemierzać świat;
Straciłam oczy;
Bo stworzenie zapragnęło wzroku, by móc patrzeć przed siebie;
Straciłam serce;
Bo ludzie zapragnęli uczuć, by móc kochać;
Straciłam blask;
Bo gwiazdy zapragnęły świecić, by inni mogli je dostrzec;
Straciłam ciało;
Bo nienarodzone istoty zapragnęły wyjść na zewnątrz;
Straciłam wspomnienia;
Bo świat zapragnął pamiętać, by móc istnieć;
Straciłam nadzieję;
Bo inni zapragnęli wierzyć w jutro, by móc żyć;
Straciłam wszystko;
Bo świat zapragnął nawet duszy;
Która miała mi być drogą;
Ku marzeniom dnia wiecznego.

W niemocy

Skoro nie mogę cię zabić;
To sprawię, że umrzesz w mym sercu;
Które skute lodem krzyczy w rozpaczy;
Skoro nie mogę przestać cię kochać;
To sprawię, że me uczucia zostaną stłumione;
Niczym powstanie uciśnionego ludu;
Skoro nie mogę przestać płakać;
To sprawię, że wszystkie me łzy przemienią się w krew;
Jakby szkarłatne krople bólu;
Skoro nie mogę uwolnić się od wspomnień;
To sprawię, że zapomnę o całym swym życiu;
Które dostarczyło mi tak wiele cierpień;
Skoro nie mogę odwrócić od ciebie wzroku;
To sprawię, że te oczy już nigdy się nie otworzą;
Aby nie dojrzały świata bez twego uśmiechu;
Skoro nie jestem w stanie ubrać swych myśli w słowa;
To sprawię, że ta ręka już nigdy nic nie napisze;
Odcięta na wieki od pustego ciała;
Skoro nie mogę już istnieć bez ciebie;
To sprawię, że wzlecę ku niebu;
Ku wysokiemu niebu;
By już nigdy nie musieć wracać.

Skrzydła

Chciałam stawiać czoło własnym marzeniom;
By znajdować siłę potrzebną do ich spełniania;
Tych z pozoru niemożliwych;
Jak wzlecenie ku niebu;
Czy jedzenie codziennie wyłącznie naleśników
Albo ugotowanie idealnego obiadu;
Pisanie z weną każdego dnia;
I tych małych, lecz najważniejszych;
Jak szczery uśmiech każdego dnia;
Czy nie przypalanie herbaty w garnku;
I spanie do południa…
Mówiłam: ‘Pokonam wszystkie swe lęki!’;
Twierdziłam, że będę iść przez świat z podniesioną głową;
Przestanę się bać abstrakcyjnych dziwactw;
Jak potwory głębokiej nocy;
I prawdopodobieństwa, że spadnie meteoryt i trzeba będzie odwołać grę;
Ale też tych z dnia codziennego;
Na przykład takiego niezapowiedzianego testu z życia;
Czy tego, że nie mam siły zrobić sobie kanapki;
Miałam stawać naprzeciw własnych wad;
I dzielnie je przezwyciężać;
Na początku, to tej największej;
W której zawsze zakładam maskę uśmiechu;
Bo chcę robić to prawdziwie;
I własnej, chorobliwej nieśmiałości;
Pragnęłam umieć być sobą;
Ale też chciałam walczyć z tym, że rano zasypiam, nim dotrę do szkoły;
W snach już-już pokonywałam wszystkich tych, którzy chcieliby mnie zatrzymać;
Tuż po tym, jak stanę się silna;
I będę umiała iść przez świat z podniesioną głową;
Ale wszystko to przełożyłam;
Na ‘’za godzinę’’;
Na ‘’za dzień’’;
I na ‘’za rok’’;
I w końcu się okazało, że zapomniałam o małej, drobnej sprawie;
Nie pamiętałam, by znaleźć dobrą motywację.

Szkarłatny blask

Gdy widzę dumne płatki róży;
Myślę o tej oddanej, niewinnej krwi;
Kwitnącej w swym szkarłatnym blasku;
Rozlanej po nagiej, głuchej ziemi;
Plamiąc biały śnieg;
Dotąd nieskazitelny w całej swej istocie;
Rzeka bólu płynąca z ofiary młodego żołnierza;
Przepasanego biało-czerwoną chustą;
Znakiem patrioty;
Za który miał oddać swe krótkie życie;
Więc powiedz mi, chłopaku;
Czy gdy zasnąłeś;
Z policzkiem na rozgrzanej ziemi;
Ciepłej od młodzieńczej krwi;
Wzleciałeś ku rozległemu niebu;
Na szerokich, anielskich skrzydłach?
Z pewnością byłeś miłą Bogu duszą;
Bo w końcu mówili: ‘’Nie znamy nikogo z czystszym sercem od niego;
Nawet gdy skalała je czarna kula;
Która choć odebrała nam to, co uważaliśmy za wieczne;
Na pewno nie pozostawiła w nim grzechu’’;
Więc tak się zastanawiam: czemuś odszedł, dzielny aniele?
Czy Bóg wyznaczył cię na swego rycerza;
Młody wojaku Polski dumnej?

Przysięgi wolności

Mówili;
Że nie zabronią nam pokochać;
Miłością gorącą jak ognie piekielne;
Co zdolne są spalić wszystko na popiół;
Mieliśmy płakać z nadejściem smutków;
I wylewać potoki łez;
Póki nie zostanie ni kropla żalu;
Obiecywali: zaśmiejecie się, gdy nadejdą czasy radości!
Tym i szczerym, i głośnym śmiechem;
Tak, by usłyszał Was cały świat;
Nie powstrzymają waszego gniewu!
Który zaleje ich niczym sztormowa gala;
Nieskrępowana żadnym sznurem;
Porywająca za sobą zbłąkane owce;
Przeskoczycie każdy mur, który zbudują;
Choćby sięgał do samego nieba!
Spełnicie każde marzenie;
Choćby miało być niemożliwe;
Czy też zupełnie fantastyczne;
Odkryjecie nowe światy;
A jeśli nic już nie będzie tajemnicą- stworzycie nowe!
Puścicie wodze uczuć;
By popłynąć razem z ich prądem;
Śpiewając pieśń pochwalną na część świata,
Opuścicie każde nałożone kajdany;
Choćby to miało trwać dłużej niż wieczność;
I pozwoliło na przejście tylko jednego kroku;
Pożyjecie na tyle, na ile pozwoli Bóg;
Aby umrzeć w uśmiechem na ustach – wolni od wszelakich więzień;
Jak te szybujące, podniebne ptaki;
Będziecie kochać dłużej niż śmierć!
Będziecie nienawidzić aż po kres!
Będziecie walczyć, aż skończy się czas;
Utkacie na nowo zszargane uczucia;
Przefruniecie nad każdym murem;
Na szerokich, anielskich skrzydłach;
W stronę błękitu nieba.
A to wszystko osiągniecie;
Jak tylko nam zapłacicie!

Testament pragnień

Gdyby było mi pisane umrzeć młodo;
To chciałabym, aby poznał o mnie cały świat;
A równocześnie – żeby nie pamiętał o mym istnieniu nikt;
Nie chcę, aby ktoś opowiadał bzdury o mnie, po tym, jak pójdę ‘tam’;
Bo każdy wie, że ja nie byłam ani tak dobra, ani wspaniała;
A tak zwykle ludzie w żalu obłudy pogrążeniu opowiadań;
I wtedy każdy stworzy mój nowy obraz pełen kłamstw;
Bo nikt nie chce znać prawdziwych rysów świata;
Gdybym pewnego dnia musiała odejść zbyt wcześnie;
To chciałabym kupić mnóstwo książek;
Ale przeczytać je wszystkie od razu;
Bo inaczej zostawiłabym po sobie niedomknięte sprawy;
Nie chcę, aby ktoś, kto powinien zapomnieć, musiał czytać mi na mogile;
Gdybym miała mieć z góry określony czas życia;
To chciałabym umrzeć w dowolnie inny czas;
Ale taki, żeby nikt się tego nie spodziewał;
Nie będę z zegarkiem w dłoni czekać na własną śmierć;
Powoli tracąc zmysły przy powolnym tykaniu wskazówek;
Gdyby ktoś mi powiedział, jak umrę;
To chciałabym znaleźć na to jakikolwiek inny sposób;
Ale taki, żeby nikogo nie zbrukać grzechem;
Tylu mi mówiło, jak mam żyć- tu postaw herbatę, a tam się ucz, tego pokochaj, tak myśl;
Niechże dadzą mi przynajmniej skończyć to po swojemu;
Gdyby przepowiedziano mi kres w samotni;
To chciałabym pójść na odległą łąkę;
A potem schronić się w wysokiej trawie;
Bo to wśród polnych kwiatów pragnę uwolnić duszę;
Gdyby mi obiecano, że ktoś za mną zapłacze;
To chciałabym każdemu powiedzieć, kim dla mnie był;
I wtedy, jeśli byłoby już za późno na odwrócenie zegara;
A ktoś załkał nad utraconą szansą;
Gdy ja będę szła Aniołom na spotkanie;
Mieć wcześniej czas na napisanie listów;
Które czytałoby się tysiąc lat.
Gdyby mój obraz miał pozostać w czyichś sercach;
To połamałabym go własnymi dłońmi;
Aby jego odłamki opadły w dnach serca;
I zrobiły więcej miejsca dla bliskich;
Gdybym miała oddać ostatni swój dech w ciemności;
To chciałabym wyznać wszystko, co mam na sumieniu;
Ale tylko przed Bogiem, i Tobą;
Bo pragnę być czysta w duszy; bo pragnę, by ktoś jak gwiazda jaśniał nade mną nocą;
A gdyby mnie prosili, abym nie umierała;
To chciałabym umieć rozpoznawać kłamstwa;
Aby obłudnikom zaśmiać się prosto w twarz;
A tym ‘prawdziwkom’ oddać wszystko, co mi pozostało;
I do końca żyć tylko z przyjaciółmi;
Obietnic mam wiele, próśb też;
Więc tak się zastanawiam;
Czy ja coś kiedyś tak od siebie dałam?